RSS
sobota, 26 kwietnia 2014
Spotkania...
Dziś z Gabi byłam na warsztatach cukierniczych. Namówiła mnie znajoma - to są zajęcia cykliczne, chodzi z córeczką na to od początku. Z tą znajomą niedawno odnowiłyśmy kontakty - po ponad trzyletniej przerwie. Po zajęciach zabrałyśmy nasze córcie do kinderplanety - typowej bawialni dla dzieci. I tam spotkałam moją przyjaciółkę ze studiów. Dzwonimy do siebie co jakiś czas, od dawna planujemy spotkanie i ciągle coś. A tu dziś znienacka. I znów to paskudne uczucie - ostatnio widziałyśmy się trzy lata temu... I mogłabym wymienić tyle jeszcze bliskich mi osób, z którymi tak dawno się nie widziałam. Bo ciągle coś. Bo ciągle nie mam na nic czasu (poza dziewczynkami, udaje mi się z wielkim trudem kombinować wyjście na zajęcia fitness - zdrowy kręgoslup - ale też ze słabym wynikiem - na 10 zajęć w tym miesiącu ja byłam 5 razy). I zaczyna mi być bardzo źle z tym. Tak bardzo tęsknię za tymi spotkaniami, pogaduchami, śmiechem, wsparciem... Próbuje organizować spotkania a ciągle coś wypada. I to nawet nie tyle mnie co Yottowi, od którego już nawet przestałam wymagać żeby zajął się dziewczynkami, gdy ja chce coś załatwić, ale wystarczy, żeby tylko był w domu. A to i tak za dużo :( Zawsze twierdziłam, że to jak wygląda nasze życie zależy od nas samych. Niestety cała otoczka okoliczności pokazuje mi jedno: guzik prawda :(
wtorek, 25 marca 2014
Ciężko...
Jutro jest pogrzeb Mamy Yotta. Teściowa trafiła dwa tygodnie temu do szpitala - z zapaleniem płuc. I było już tylko gorzej. Po coraz większych problemach z oddychaniem lekarze wprowadzili Ją w stan śpiączki farmakologicznej, podpięli pod respirator. Z badań wyszedł rak płuc - ostatnie stadium... Tak naprawdę wybudziła się na jedną dobę. Myślę, że to dar dla najbliższych, żeby się mogli pożegnać. Później już straciła świadomość. Zmarła w sobotę... I niby wiem, że tak lepiej, bo nie cierpiała, nie męczyła się długo... Ale straszna jest świadomość, że tak szybko odeszła... Tak naprawdę to ciągle nie wierzę w to. Czuję się jak w jakimś dziwnym amoku. Od ponad tygodnia nie mogę spać. Stres mnie zżera. Chciałam być oparciem dla Yotta. On przeżywa to strasznie. Odkąd poznałam wyrok wiedziałam, że to się stanie, ale jednak zderzenie się z rzeczywistością jest trudniejsze niż myślałam. Yott jest oparciem dla reszty rodziny, ale w domu... Prosi o rady, po których wkurza się, złości na mnie. Strasznie się miota i dokłada kolejne sprawy rozdrapujące rany. Próbuję łagodzić, tłumaczyć, jestem chodzącą cierpliwością chociaż tak naprawdę to schowałabym się w jakimś kąciku i przeczekała... Jest tak ciężko :( dziś nawet usłyszałam, żebym nie przychodziła na pogrzeb bo nie chce mnie tam widzieć, gdy próbowałam wyjaśnić punkt widzenia zakładu pogrzebowego i załagodzić spór z nimi. Jutro pogrzeb. Masakra emocjonalna. Mam nadzieję, że nie zemdleję z nerwów. Dziewczynek nie biorę. Pojadę z nimi jutro po wszystkim na cmentarz - kupię im białe różyczki dla Babci, zapalimy świeczkę, razem się pomodlimy nad grobem. Bez tłumu ludzi za nami, bez widoku rozpaczających osób, który dla nich byłby ciężki do uniesienia. Wg mnie nie są na to jeszcze gotowe. Dziś Mama Yotta skończyłaby 62 lata. [*]
czwartek, 19 grudnia 2013
:)
Siedze sobie teraz i czekam (JA czekam a nie ktos ;) na kolege, bo jestem spakowana (upchalam w walizce plaszczyk i sukienke, ktore wczoraj tak misternie prasowalam, wiec czeka mnie ponowne prasowanie) i jade za chwilke do Warszawy! Do teatru! Mam nadzieje, ze zdaze ogarnac sie, wystroic, upiekszyc i spokojnie dojechac na kolacje. Gdy sie dowiedzialam, ze taki mamy plan na spotkanie wigilinje w pracy mojego dzialu skakalam i piszczalam z radosci. Idziemy najpierw na kolacje a pozniej do Teatru 6. Pietro. Pierwszy raz bede w warszawskim teatrze i ciesze sie jak dziecko :) Po teatrze pewnie klub :) Jeden ogromny minus - akurat dzis Gabi ma jaselka w przedszkolu, gra zlota gwiazdke, bedzie mowic wierszyk (odwazyla sie w koncu, na poprzednim przedstawieniu nie chciala - po zmianie przedszkola nie czula sie pewnie). A mnie pierwszy raz nie bedzie na widowni :( Gabi od dawna to wie i nie robi z tego powodu problemu. Ale mnie jest bardzo zle z tym. Bede na tych jaselkach dwa nastepne razy - beda jeszcze dwa razy przedstawiac, ale.. dzis mnie nie bedzie. Boli mnie to. Mam nadzieje, ze jednak radosc z dzisiejszego wieczoru przewazy wyrzuty sumienia...
czwartek, 07 listopada 2013
;(
Znów jadę w dół. Niby funkcjonuje, zlewam to co powinnam i niby jest dobrze, ale tak naprawde dobrze nie jest. Od dawna. I od dawna tak mocno i kurczowo trzymam sie wszystkich dobrych chwil, radosci, usmiechow i wszystkiego co najwazniejsze. Glupie mysli odganiam od siebie. Wole sie nie zastanawiac dlaczego jest tak a nie inaczej, dlaczego kiedys nie zdecydowalam inaczej i co by bylo gdyby. Z pelna moca staram sie nie przejmowac sprawami na ktore nie mam wplywu. Dzieki temu usmiecham sie, smieje... I tylko czasem pękam... Na lzy pozwalam sobie rzadko, boje sie ich, ze mnie calkiem posypia na kawaleczki. Od poniedziałku zmasakrowały mnie dwie wiadomości. Zmarła nagle jedyna nastoletnia córka znajomej z pracy. Zupełnie dalekiej znajomej, ale wiadomość tąpnęła wszystkimi. Po czymś takim nie da się normalnie żyć. Nie wyobrażam sobie jak można się podnieść. Dla kogo? Jak znow budzic sie, jak spac, jak oddychac? Dziś dowiedziałam się, że zmarła mama dziecka z przedszkola, do którego wcześniej chodziła moja Gabi. Chorowała na raka, dowiedziała się o chorobie będąc w ciąży z drugim dzieckiem. To młodsze ma chyba rok, albo niewiele więcej. Slyszalam, ze jest chora, ze jest zle, ale cala swoja moca wierzylam, ze wyjdzie z tego, przeciez sa te dzieci. Niestety..... I jak te dzieci mają żyć bez mamy? Kto przytuli wtedy, gdy tylko mama moze osuszyc lzy, kto ukoi po okropnym snie, kto bedzie kazdego dnia dawal odczuc, ze kocha najmocniej na swiecie??? Gdy myślę, że gdybym ja albo moje.... Tracę oddech ;( ...............
czwartek, 31 października 2013
W kołowrotku
A ja znow padam na twarz. Troche mnie to niepokoi bo przeciez zmiana czasu powinna mi pomoc. I tak sie staram gospodarowac swoim czasem, zeby ta godzina wiecej byla na sen. Wychodzi roznie. Ostatnio ciagle mam imprezy. Urodzinowe Nataszy. Mialy byc dwie - jedno spotkanie z jej mama chrzestna i druga impreza rodzinna. Poniewaz dzieci siostry Yotta wtedy sie pochorowaly przelozylam o tydzien. W zastepstwie wpadli sasiedzi. Impreza za tydzien tez odbyla sie w okrojonym skladzie bo pochorowalo sie trzecie dziecko siostry Yotta, w dodatku Gabi bolal brzuszek (w przedszkolu szalal rotawirus, wiec ten brzuszek to pewnie tez rotawirus tylko w lagodnej formie dzieki szczepieniu). Moja rodzina nie chciala robic przykrosci dziewczynkom wiec i tak przyjechali. Rodzina Yotta ma przyjechac w sobote. I kto da rade ten przyjedzie, kto nie - trudno. Trzy torty na jedna okazje to i tak szczyt :) a ja mam przesyt - sprzatania przed i po, przygotowywania wszystkiego. Marzy mi sie nic-nie-robienie :) Ale wykorzystalam okazje i ogarnelam dom. Z salonu ostatecznie zniknely z pola widzenia wszystkie zabawki. W koncu skutecznie :) Co dziewczynki zniosa chowam do pufy albo odnosza spowrotem na gore. Chyba uwierzyly, ze zostawione zabawki moga wyladowac w koszu :) Odkad mam nowy naroznik w salonie mam tak, ze nie jest mi wstyd jak ktotokolwiek przyjdzie. Wymienie dywan na jasny i obrazy, chyba zamowie naklejke w jeden kat i bede sie znow zachwycac :) tzn juz sie zachwycam :) Gdy tylko ogarne resztki balaganu w ostatnim pokoju perfekcyjna pani domu powinna mi irobota dac :D W pracy mam w koncu odrobine oddechu. Wiec znow zabralam sie za fotoksiazki. Jak zwykle na granicy waznosci kupionych kodow. Jedna zrobilam dla babci Yotta - myslalam ze wystarczy podmienic kilka zdjec w projekcie ktory robilam dla moich rodzicow, ale latwo nie bylo. Za to fotoksiazka z wakacji dobila mnie zupelnie :) Najwazniejsze ze mam to za soba. Zostala mi jedna dla siostry, ale ja posadze obok siebie i niech ona wybiera i dobiera odpowiednie zdjecia do formatow na kolejnych stronach albumu, zachowujac chronologie zdarzen :) Jak zapomne o emocjach po tych ksiazkach to sie w koncu zmobilizuje do najtrudniejszej pracy - chce zrobic dziewczynkom fotoksiazki od mojego brzuszka po dzis. Ale to dopiero bedzie hardcore - wybierac z tysiaca zdjec :D Dzis dziewczynkom zrobilam bal haloweenowy. Na wesolo :) Wczoraj przytargalam do domu ogromna dynie. Zupa dyniowa wyszla pycha, a z dyni wycielam usmiechnietego potworka. Gabi przebralam za czarownice, Natasze za jej kotka (ktorego ciagle ciagnela za ogon) a ja z braku lepszego pomyslu tez za czarownice bo wystarczylo zalozyc moj zimowy kapelusz i tiulowy kombinezo-sukienke :) Pomalowalam nas, potanczylysmy chwilke i mialysmy megaradoche :) Jedynie Natasza rozczarowana na koncu bo nie chciala cukierkow tylko psikusa myslac, ze to cos bardziej czekoladowego ;) Ciekawe kiedy mi sie odechce korzystanie z kazdej okolicznosci, zeby zrobic im frajde :) I ciekawe kiedy ja zrobie wpis - jaka ja jestem wypoczeta i wyspana :D
piątek, 18 października 2013
Nataszka
Moje Słoneczko skończyło dziś 3 latka!!!! Gdy myślę o tym w jakich okolicznościach pchała się na ten świat, mam łzy w oczach. Tak niewiele brakowało a mogłabym jej nie mieć. Ale jest to cudo, za które codziennie dziękuję! To jest tak niesamowicie radosna dziewczynka. Wstaje z uśmiechem na ustach i od razu się chichra, jak mnie tylko zobaczy :) Gadułka, mądrala z niekonwencjonalnym tokiem myślenia :) Nawet panie w przedszkolu mówią, że lubi chodzić własnymi ściezkami, chociaż poproszona, wraca do reszty (czyli histerii paniom jeszcze nie pokazała;) Jest bardzo wrażliwa. Rozżala się bardzo, uwielbia sie przytulać. Ale i jest uparciuszkiem. Czasem prosze i prosze o cos i gdy juz zaczynam sie wkurzac, to ta jak gdyby nigdy nic, mowi: noooo dooobzie... I sprawa zalatwiona :) Słucha wtedy gdy ma ochote. Gdy nie ma ochoty posluchac, to i kare ciezko wyegzekwowac. Coraz mniej ma chce-i-nie-chce w tej samej chwili ale jeszcze sie zdarza. Czasami ma ataki histerii, ale nawet fajne bo kończą sie na tupaniu i skakaniu - czyli z wdziekiem damy :) A dama to ona jest. Gdy dopadnie moje bransoletki albo korale to zaklada. Zawsze trzyma pod pacha swojego ulubionego krolika i... torebke w rece :) Torebek ma cale mnostwo, wszystkie uwielbia (po mamusi). Po mnie zreszta duzo ma :) Charakterek raczej tez (z dobrej i tej mniej dobrej strony chyba tez ;) Kocha tanczyc, gdy tylko slyszy jakakolwiek muzyke zaczyna sobie tanczyc :) Tydzien temu brala udzial w przedstawieniu z okazji Dnia Nauczyciela - niestety nie widzialam, bo to impreza wewnetrzna dla pan byla, ale wiem, ze cudnie spiewala na scenie o misiu, kolyszac sie w rytm muzyki i trzymajac pod pacha swojego krolika :D Gabrysie kocha przeogromnie. Gdy Gabi placze to ona tez. Zawsze sie z nia dzieli wszystkim. Nawet jak dostaje cos od kogos obcego to mowi, ze dla Gablysi tez :) Wszyscy ja uwielbiaja, bo to taka ciagle rozesmiana wariatka, im wiecej wyglupow tym lepiej :) A mnie tylko przeraza jej wrodzony talent do akrobacji wszelakich. Chodzenie z glowa odwrocona niekoniecznie w tym samym kierunku, co czasem konczy sie guzem, czesciej orientuje sie w ostatniej chwili ze ma przed soba przeszkode :) I gdyby tylko czesciej chciala mnie sluchac (niz nie sluchac) to byloby dziecko ideal :) A tak naprawde to drocze sie, bo dla mnie jest IDEALNA. Kocham ją tak bardzo. I odkąd tylko ją mam, nieustannie o nia drze. Jest takim moim cudem :) Mam największe szczęście na całym świecie - moje dwie najkochańsze ksiezniczki!!!!
czwartek, 12 września 2013
Będę się chwalić
Nie pisałam wcześniej bo każdy dzień przedszkolny wyglądał tak samo. Po południu dziewczynki wracały z entuzjazmem. Było super, fanastycznie itd. Nataszka mówiła, że płakała ale tylko troszkę. Poranki ciężkie. Nataszka budziła sie o 5 rano z płaczem, że nie chce do przedszkola :( Gabi chodziła do niego na skrzydłach. W tym tygodniu zaczęło się od łez. Natasza w domu, samochodzie i szatni jęczała, ale do sali weszła dzielnie i nawet mi buziaka nie dała :) Natomiast Gabi potwierdziła regułe, że jak ja odprowadzam to pożegnanie musi słyszeć całe przedszkole. Był więc placzokrzyk, wyrywanie się z jej objęć i moja ucieczka. I mój gul w drodze do pracy. Odebrałam obydwie szczęśliwe, Gabi oznajmila, ze plakala tylko momencik i wiecej juz mi tak nie zrobi :) Dziewczynki obydwie zaczely chodzic bez placzu. Wczoraj rano byly male nerwy bo jechaly na wycieczke do lesniczowki. Mialo tam byc m.in. pieczenie kielbasek - ostrzeglam Gabi, ze moze tak byc ognisko - male i bezpieczne. Ta sie tak nakrecila tym ogniem ze byla przerazona tym calym wyjazdem, straszac jednoczesnie Natasze. Wycieczka okazala sie superowa :) Jazda autokarami fanastyczna, szczegolnie, ze jechaly roznymi i mialy sobie okazje machac :) karmily koniki trawa, itd itd :) no a ja kolejny raz mialam racje, bo nie bylo czego sie bac, bo kielbaski mialy dluuuuuugie kije :))) Najbardziej rozczulajace momenty sa wtedy, gdy dziewczynki schodza sie do jednej grupy. W tym tygodniu po raz pierwszy bo w przedszkolu zostaja juz normalnie. Panie nie mogly sie napatrzec, gdy wpadly sobie w objecia :) tulily sie przez 5 minut i mowila jedna drugiej - tesknilam za toba, brakowalo mi ciebie itd :)) miod na moje serce :))) do tego, ze sobie tak mowimy przywyklam, ale ze one sobie nawzajemtez - jest rozczulajace :)) A przedszkolem chyba wszyscy po kolei jestesmy zachwyceni :) Dzieci codziennie chodza na podworko, spacerki. Panie sa bardzo sympatyczne ale i konsekwentne i wymagajace. Caly personel naprawde sie stara, co widac na kazdym kroku. I czuje, ze w tym przedszkolu najwazniejsze sa dzieci. Niby to wszystko powinno byc standardem, a ja w szoku jestem jaka jest ogromna roznica pomiedzy przedszkolami. Raz mi panie oddaly wyprana bluzeczke Nataszy - wylala soczek marchewkowy na biala bluzeczke, nie chcialy zeby plama zostala. Szok :) Nataszka z coraz wieksza radoscia mowi o przedszkolu. Nie ma kolezanek ale ma dziewczynki :)) imion nie pamieta, wiec jedna dziewczynka to, druga tamto :) A dzis... Znow ja musialam je zawiezc. Z gesia skorka jechalam, ale... Natasza poszla z usmiechem i buziakiem. Gabi tez... zamarlo mi serce jedynie, gdy tak bardzo mocno przytulila sie do mnie w drzwiach i pomyslalam, ze jednak peka, a ona usmiechnela sie i pobiegla z inna dziewczynka do swojej kolezanki (dzieci chyba obczaily ze nie odstepuje tamtej na krok) :))) Wiem, ze beda gorsze momenty. Ale pozostaje mi zyc nadzieja, ze najgorsze za nami :) A i jeszcze jeden szok. W ubieglym tygodniu w grupie Nataszy na 31 dzieci do przedszkola przyszlo 20 bo zaczely chorowac z goraczka, antybiotykami itd. Polowa z tej 20 miala katar. Nie wiem jak to wyglada w tym tygodniu w grupie maluszkow, ale Gabi ma katar, a Natasza dalej nic. Kazdego dnia sprawdzam czolko a rano jak ide do nich to sie zastanawiam czy juz dopadlo :) i generalnie to jestem w szoku, ze jeszcze nie. Nataszka jest dzieckiem, ktore zarazalo sie przez ekran telewizora, gdy w tv leciala reklama lekarstw :) I niby lekarka mnie pocieszala, ze pewnie swoje juz wychorowala, bo Gabi jej przez trzy lata serwowala wirusy przedszkolne ale i tak jakos nie dowierzam. Tak naprawde to najbardziej zalezy mi, zeby do poniedzialku dotrwala, a pozniej mozemy sobie siedziec w domku. Szczegolnie, ze w ten weekend mamy wesele, na ktore dziewczynki nie bierzemy ale chora ciezko by mi bylo zostawic, nawet mojej mamie. A w przyszly weekend mam impreze firmowa. Na drugim koncu Polski. Tak bardzo mi sie nie chce, a MUSZE brac udzial co mnie jeszcze bardziej zniecheca. W przypadku choroby dziecka - nikt mnie do niczego nie zmusi. Ale znajac zycie... to powinnam sie dzis w jezor ugryzc :)
poniedziałek, 02 września 2013
Dzień pierwszy
Poranek zaczął się od problemów ze wstaniem, ale całe zbieranie się do wyjścia poszło gładko. Pożegnałam dziewczynki przed samochodem. Obydwie takie śliczne, uśmiechnięte. Wsiadłam do samochodu z gulą. Zanim dowiedziałam się od Yotta jak bylo dalej, nerwy mnie zjadły. Niestety nie poszło wszystko tak jak miało. Nataszka została dzielnie, poszła do stoliczka, ale gdy zamykały się drzwi pojawiła się podkowka. Wiem od sąsiadki, która zajrzała do niej za godzinę, że chlipała przy tym stoliczku dalej. W ciągu dnia i bawiła się i popłakiwała. Najtrudniej było po drzemce. Gdy sąsiadka zajrzała do niej w porze podwieczorka, to ta siedziała przy stoliczku i chlipała. Dziś ten widok jej chlipiącej przy stoliczku miałam cały dzień przed oczami :((( Z przedszkola wróciła radosna, nie narzekała na nic. Tylko powiedziała, że płakała. I jutro też troszkę będzie. Gabi natomiast miała wejście smoka. Nie dogadałyśmy się z sąsiadką i ona swoją córkę zawiozla ponad godzinę po Yocie. Gabi zalała się lzami, ze jej koleżanki, która miała pomoc jej wejsc w nowa grupe jeszcze nie ma, a Yott nie mógł z nią tam czekać dłużej niż pół godziny. Wchodziła więc do sali z rozpaczą i... futrynami drzwi :( Jak dojechala sasiadka, już nie plakala - stwierdzila tylko, ze ma kiepski humor bo ją za wcześnie obudzilam. W ciagu dnia było fajnie. Trzyma sie bardzo tej swojej koleżanki, ale jest zachwycona przedszkolem, paniami, placem zabaw. I jutro chce isc do niego rano, nawet jak nie bedzie kolezanki :) Ale gdy dowiedzialam sie o poranku to nie utrzymalam lez :( Z pracy oczywiscie dzwonilam - przemila pani dyrektor biegala po salach sprawdzac jak sie maja moje coreczki. Nowe przedszkole pod wzgledem wyposazenia, zabawek, scian, poleczek itd jest bardzo bardzo daleko w porownaniu do tego, do ktorego chodzila Gabi. Pierwszego dnia adaptacji mialam strasznego gula, jak moze byc taka przepasc. Cale szczescie dzieci nie widza tego. Dla nich to przedszkole jest piekne i fajne :) Musimy tylko przeżyć czas przystosowania się i będę mogła z dumą podkreślać, że zmiana przedszkola na to obecne to najlepsza decyzja. Szkoda, że nie odważyłam się na nią wcześniej... Boję się jutrzejszego poranka i dnia. I kolejnych. I tak bardzo żałuję, że nie mogę zdjąć z tych cudnych buziek podkówek, zatroskania, łezek... Serce mi pęka na samą myśl o tym chlipaniu, płakaniu... O ile wcześniej chciałam zatrzymać czas to teraz bardzo bym chciała żeby przygalopował. Żeby to wszystko było już za nami :(
piątek, 23 sierpnia 2013
Zatrzymać czas...

Tak bardzo bym chciała. Tyle czekałam na urlop. Pstryk. I już po. Ale zamykam oczy i czuję promienie słońca na skórze, słyszę szum fal, widzę wielkie turkusowe morze... Zakochałam sie w Chorwacji. I będę tam wracać. Mieszkaliśmy w najpiekniejszym miejscu na świecie - Podgora, nad samą przystanią. Widoki zapierające dech w piersiach. W takich miejscach mam wrażenie, że wszystko przestaje mieć znaczenie, wszelkie troski i problemy znikają. Bo liczy się TU i TERAZ. Prawdziwa potęga piękna!!!! Mam nadzieję, że naczerpałam tej energii na długo. Wyjazd był mi bardzo potrzebny. I był cudny z jeszcze jednego powodu - mam boską siostrę, liczę, że będziemy sobie już jeździć razem. Spędziłyśmy wspaniały czas razem. Ze szwagrem bardzo starali się żeby było nam tam fajnie i żebyśmy zobaczyli jak najwięcej pięknych widoków. Dziewczynki miały raj bo biegały od nas do siostry i szwagra i ciągle miały kompanów do zabawy :) i jak na taką daleką podróż były bardzo dzielne i grzeczne. Bez fochów i kryzysów się nie obyło, ale bardzo mało i dla ich wieku to normalne. Natomiast fochy dorosłego faceta są mniej akceptowalne i chyba lepiej przemilczeć ;) Powrót bolał. Ale odespałam i... już mam w głowie plany na następny rok, zatem przetrwam :) Niestety lato też się żegna z nami. Boli. Uwielbiam gorąco, słońce, ciepłe promienie. Poranki już są zimne mgliste, w ciągu dnia też temperatura nie rozpieszcza. Trudno, jesień też trzeba będzie polubić :) i cieszyć się kolorami :) a później zimą, śniegiem itd itd :) bo zawsze może być fajnie i pięknie :) a tylko od nas zależy jak widzimy to co nas otacza :) Za tydzień wrzesień, którego tak się boję. Dziewczynki idą do przedszkola. Gabi zmienia na nowe - boję sie bardzo BARDZO. Z jednej strony to taka otwarta dziewczynka, z drugiej... nie wiem jak się odnajdzie w nowym miejscu, z nowymi dziećmi, nowymi paniami. W grupę ciężko jej wejść :( Nataszka to otwarta dziewczynka, ale nie wiem jak ona poradzi sobie w grupie w zupełnie obcych okolicznościach. Aż mam ścisk żołądka. Gdybym tak mogła zdjąć z nich wszystkie przykre doświadczenia, troski, strachy i tęsknoty a zostawić tylko beztroskę i radość. Ech. Ale muszę się pochwalić czymś. Gabi jest u mojej mamy teraz. Odważyła się wreszcie pojechać sama beze mnie. A co najlepsze nie chce wracać tak jej się to spodobało. Jutro jedziemy jednak po nią z Nataszką - strasznie za nią tęskni. Ja zresztą też. Ale dumna jestem, że wreszcie się przemogła. Moja mała duża dziewczynka :) Wstawiłabym kilka zdjęć ale trochę się boję ze względu na otwarty blog. Ostatnio sobie przypomniałam, że jednak bardzo łatwo mnie zidentyfikować, a nie wiem czy chciałabym :) Ale wsiąkłam w robienie fotoksiążek. Pierwsze kupiłam z myślą o prezencie dla mojej mamy. Przy okazji dla siostry i dla siebie. Odkładałam w czasie realizację, aż dobiłam do terminu wygaśnięcia kuponu :) Po walce z wyborem zdjęć ( najgorszy element robienia fotoksiążki) tak mi sie spodobało, że zamówiłam 5 kolejnych i jeszcze muszę dokupić póki trafiam na promocje - cenęvregularną uważam za wygórowaną :) przede mną najtrudniejsze zadanie - chce zrobić każdej z dziewczynek taką książkę ze zdjęciami od mojego brzuszka po aktualny czas :) Będę musiała przejść przez tysiące zdjęć i dziwić się nieustannie jak czas pędzi :) Fotoksiążka z wakacji pójdzie z górki. Dziś skończyłam projektować dla niani dziewczynek moich. - na zakończenie współpracy chciałam żeby dostała coś milszego niż standardowy prezent. W głowie mi świta jeszcze jakaś mała książka z moimi zdjęciami dla Yotta, może zrobiłabym sobie jakąś fajną specjalną sesję, ale nie wiem czy zasłużył. No i nie wiem czy chciałabym, żeby ktoś to jeszcze oglądał :) A teraz zerknęłam na zegarek i ponieważ czas nie reaguje na żadne próby zatrzymania, idę spać :)

P.S. Próbuje dodać zdjęcia - celowo wybrałam takie na których mało nas widać :)

wtorek, 06 sierpnia 2013
Urlop!!!!
Dzis o 16:20 rozpoczelam urlop. Prawie dwutygodniowy, wyczekany, wymarzony i bardzo potrzebny. Jutro rano obudzi mnie słodki głosik wołający: Mamooo, albo mniej fajny dźwięk budzika Yotta, ale i tak fantastyczny w porownaniu do glosu Adele, ktora uwielbiam ale wywoluje u mnie jek codziennie, gdy spiewa mi do ucha od 6:00 rano i tak co 9 minut dopoki nie wstane i jej nie wylacze calkiem, obiecujac sobie, ze tego dnia ide wczesniej spac - obietnice, ktorych tym bardziej nie dotrzymuje im bardziej sie staram. Swiat sie bardzo stara zebym sie nie wyspala dostatecznie :) Jutro bedziemy miec gosci, wiec w przerwie pomiedzy zakupami zywieniowymi, gotowaniem i przede wszystkim BASENOWANIEM moze ogarne dom, ale chyba marne szanse biorac pod uwage pogode za oknem :) Najwazniejsze, ze nie musze nic :) i nawet jak praca bedzie za mna bardzo tesknic i ktos bedzie dzwonil to i tak w duchu bede sie cieszyc, ze w przyszlym tygodniu ńie ma zmiluj - dzis sprawdzilam czy mam roaming w sluzbowym telefonie - nie mam :) poprosilam, zeby nikt nic nie zmienial :)))) a dzis zasugerowalam kolegom, ze gdyby chcial ktos do mnie dzwonic, to niech najpierw usiadzie i poczeka az mu przejdzie :D Urlop! TAKA pogoda! Pelnia lata! Chwilo trwaj!!!!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31